Zadłużenie Polski osiągnęło bilion złotych!

W chwili obecnej mamy do czynienia w Polsce z dwoma kryzysami: małym i dużym. Mały związany jest z bieżącym kryzysem sejmowym. Drugi jest znacznie poważniejszy i dotyczy ekstremalnego zadłużenia publicznego. Zadłużenie Polski przekroczyło właśnie bilion złotych!!!

Bankructwo państwa, do którego niechybnie prowadzi gwałtownie rosnący dług publiczny, skutkować będzie tym, że państwo nie będzie w stanie realizować swoich zobowiązań wobec Obywateli, a więc m.in. może przestać wypłacać emerytury.

Musimy doprowadzić do redukcji zadłużenia Polski i ochrony przyszłych pokoleń przed ciężarem długu. Proponujemy zapisanie w konstytucji zakazu uchwalania budżetu państwa z deficytem.

 

Robert Gwiazdowski,  Centrum im. Adama Smitha, dla Kukiz’15:

W atmosferze wiecznego konfliktu miedzy zwaśnionymi stronnictwami politycznymi panuje zgoda co do zadłużania państwa. Dług rośnie z roku na rok.

„To, co jest roztropnością w prywatnym życiu każdej rodziny, nie może być chyba szaleństwem w życiu wielkiego królestwa” – pisał Adam Smith w „Bogactwie Narodów”. Niestety! Obserwacja ta była zbyt prosta, żeby się mogła obronić przed różnymi  hochsztaplerami, którzy przez lata wmawiali nam, że może być inaczej. Że gospodarka może się rozwijać dzięki wydatkom państwa robionym za zaciągane długi. Żadna rodzina nie można się w nieskończoność zadłużać. I okazuje się, że państwa też nie mogą. W pewnym momencie nikt im bowiem nie chce już pożyczać.Co gorsze, takie zadłużanie się nie pomaga tylko szkodzi gospodarce.

Kenneth Rogoff i Carmen Reinhart oceniają, że wskaźnik długu do PKB oscylujący wokół 90% przekłada się na ostre spowolnienie wzrostu gospodarczego. Międzynarodowy Fundusz Walutowy szacuje, że przy 10-punktowym wzroście tego wskaźnika następuje obniżenie tempa wzrostu gospodarczego o 0,2 pkt proc., co skutkuje dramatycznym spowolnieniem podnoszenia się poziomu życia w jednym pokoleniu.

Co gorsza, w prognozach nie docenia się na ogół kosztów przyszłych emerytur, rent, czy opieki zdrowotnej. Gdy mówimy o długu publicznym musimy pamiętać, że jest to jedynie suma tych zobowiązań, które państwo ulokowało na rynku finansowym poprzez emisję obligacji. W rzeczywistości to, co państwo „obiecało” swoim obywatelem przewyższa znacząco, to co obiecało rynkom finansowym. Zobowiązania wobec własnych obywateli zapisane są w różnych ustawachregulujących świadczenia społeczne.Dla bieżącego funkcjonowania państwa nie są one tak istotne, jak te, które wynikają z wyemitowanych obligacji, które, jak weksel, stanowią zobowiązanie do zapłacenia określonej kwoty, w określonym terminie z określonymi odsetkami, którymi można handlować i je egzekwować w sądach. Takiego charakteru nie mają zobowiązania polityczne. Ale zbyt duża ilość obietnic politycznych, których nie da się zrealizować, w demokratycznych krajach może działać jak weksel przedstawiony do wykupienia. Krach polityczny najczęściej kończy się także krachem finansowym.

Politycy uparcie unikają jednak konfrontacji z problemem nieuniknionych przyszłych kosztów na rzecz doraźnych korzyści politycznych. Ekonomiczne i polityczne konsekwencje tego braku odpowiedzialności odczują wyborcy w przyszłości. Bo skąd państwo ma pieniądze na spłatę długów? W pierwszej kolejności z podatków. To dlatego państwu łatwiej jest pożyczać pieniądze i powiększać długi niż przedsiębiorstwom – nawet tym największym – i rodzinom.

Ale jak podatki są zbyt wysokie, to wyborcy są niezadowoleni. Do pewnego momentu można pożyczać pieniądze na spłatę starych długów. Wyborcy nie dostrzegają związku między wydatkami państwa i podatkami, bo podatki początkowo nie rosną tylko później. I wszyscy są szczęśliwi. Do czasu. Bo dług rośnie więc i kwota odsetek jest coraz większa. A od kogo państwo może pożyczyć? Może pożyczyć od innych państw. Albo, jeszcze lepiej, jak Filip IV Piękny, od… Templariuszy. Z tym, że oni dziś się nazywają „rynki finansowe”. I nie można z nimi zrobić tego, co Filip zrobił z Templariuszami – czyli spalić ich na stosie. Jest też inna różnica. „Rycerze Świątyni” pożyczyli królowi złoto zdobyte podczas wypraw krzyżowych. A rynki finansowe pożyczają dzisiejszym „pięknym królom” pieniądze papierowe, które wcześniej od nich dostali! Bo przecież to państwa są emitentem „legalnych środków płatniczych”. Dzięki temu systemowi nie widać tak inflacji. Bo znaczną część wyemitowanych  środków absorbują rynki finansowe, wykazująceprzy okazji coraz większe zyski nie osiągalne w realnej gospodarce – przemyśle, usługach, czy handlu – gdzie tworzy się realny dochód narodowy. Rodzi to poczucie niesprawiedliwości coraz szerszych rzesz społecznych i grozi wzrostem konfliktów.

Pamiętajmy, że dopiero niedawno spłaciliśmy długi Gierka. A przecież zostały nam one zredukowane przez wierzycieli o połowę w nagrodę za obalenie komunizmu. To ile będziemy spłacali długi, które zaciągamy obecnie? Nasze dzieci będą miały z nimi problem. Mogą próbować zadłużyć się na konto swoich dzieci a naszych wnuków.Ale najpierw musieliby zrobić ich odpowiednią ilość. Przy współczynniku dzietności 1,3 nie zapewniającym prostej odtwarzalności pokoleń, te dzieci które się jednak urodzą będą dźwigały na swych barkach ciężar finansowy nie do udźwignięcia. I to jest niemoralne wobec nich.

Może powinniśmy spytać pokolenie dzisiejszych dziadków, czy gdyby zabrakło im na lekarstwa lub czynsz, wkradliby się w nocy do pokoju wnucząt i zabrali im pieniądze ze skarbonki? Nie? A przecież to właśnie robią głosując na polityków, którzy im składają różne obietnice, bobędą musieli zabiorą ich wnuczkom te pieniądze.

 

Marek Mnich, przewodniczący NSZZ „Solidarność” 80, dla Kukiz’15:

Dług publiczny to zobowiązania instytucji państwa, za które w ostatecznym rachunku odpowiadają obywatele. Jeśli instytucje państwowe – rząd, samorządy, fundusze ubezpieczeń społecznych – wydają więcej pieniędzy, niż mają dochodu, to brakujące środki muszą pożyczyć. Zazwyczaj robią to, sprzedając inwestorom obligacje (stanowią one 90 proc. tego przerażającego biliona). Mogą je kupować inwestorzy indywidualni, banki, fundusze inwestycyjne. A im więcej mają obligacji, tym wyższy jest dług publiczny.
Ponieważ państwa nie da się zlicytować ani siłą ściągnąć pieniędzy, jego bankructwo oznacza ciężki kryzys gospodarczy, wzrost bezrobocia i spadek dochodów obywateli. Wprowadza się drakoński program oszczędności i podwyżek podatków, w ślad za niewypłacalnością rządu bankrutują banki i firmy, ludzie tracą oszczędności.

Warto przypomnieć fakty; gdy rząd D. Tuska w 2007 r. obejmował władzę Państwowy Dług Publiczny (PDP) wynosił ok. 530 mld zł, pod koniec 2015 r. gdy koalicja PO-PSL, ku swojej rozpaczy musiała demokratycznie oddać władzę wynosił już ok. 880 mld zł i to pomimo 150-miliardowego skoku na OFE.

Dług zagraniczny wręcz astronomiczny wynosi ponad 300 mld, zaś połowa całego polskiego długu jest w rękach zagranicznych, a ok. 30 proc. w walutach obcych.

Jesteśmy więc na musiku i coraz gwałtowniej szantażowani przez lobby lichwiarsko-bankowe. Coroczny koszt obsługi tego długu w budżecie państwato blisko 32 mld zł. To tyle ile wszyscy Polacy corocznie płacą polskiemu fiskusowi w ramach podatku CIT.
Ani PO, ani Nowoczesna R. Petru ciągle nie rozumieją, że nie tylko syci i bogaci oraz banksterzy i lichwiarze zasługują na demokrację i poważne traktowanie, że nie tylko długi wobec obcych i zagranicy trzeba spłacać, że ważne i istotne, a nawet pierwszoplanowe są zobowiązania wobec własnego narodu.

Trzeba stworzyć nowe, silne, Polskie Grupy Finansowe, np. Bank Skarbu Państwa czy Państwowy Bank Emerytalny. Trzeba przywrócić prawdziwą suwerenność polskiego pieniądza i kreacji kredytu polskiemu bankowi centralnemu – NBP.
Trzeba przygotować profesjonalny program oddłużenia polskiego państwa, polskich firm, ale i polskich rodzin i być może dokonać restrukturyzacji tego długu.

I to właśnie tymi problemami powinni się zająć posłowie wybrani przez Obywateli RP, po to, aby w ich imieniu, a nie za nich decydowali o przyszłości naszego kraju, jak również wskazanym jest, aby porzucić własne, wewnętrzne interesy, godnie sprawować mandat posła i zaprzestać wewnętrznych rozgrywek międzypartyjnych.

  • samerun25

    Bardzo dobrym pomysłem jest wpisanie do konstytycji zakazu deficytu budżetu. Jeszcze lepiej żeby wyjść z zadłużenia w jakimś normalny osiagalnym czasie to zalegalizować prostytucję i ją opodatkować. Ten „zawód” zawsze był i zawsze będzie. Dlaczego nikt w XXI wieku nie może zrozumieć, że są źródła dochodu dla Państwa, które legalnie istnieja w innych państwach i sprawdzają się rewelacyjnie. Do tego legalna marichuana medyczna też potrzebna ludziom. Oj wiele bym w tym kraju zmienił gdybym mógł, ale sam nic nie zmienie.